Igły 14-stki są chyba do dupy. Są chyba po prostu za krótkie. Po kilku dniach normalnego działania portu nagle pojawiły się problemy przy podawaniu- bardzo słabo, powoli można było wtłoczyć lek, bez możliwości odciągnięcia zwrotnego, aż do kompletnego braku możliwości podania i uzyskania refluksu. Tak wydarzyło mi się dwa razy i za każdym razem było to przy igle 14...
Szlag by to trafił, ale wobec tego, że nie mam możliwości, aby się bardziej skupić na tym problemie, to trzeciej igły nie zakładałam- zostało mi biotraksonu dosłownie na tydzień, czyli na jedną igłę. Nie wiem, czy przed wakacjami wrócę do tego, czy tylko za miesiąc po prostu przepłuczę port...
Betonowa głowa nadal mi doskwiera- tym razem kompletny beton, dno. Nic nie jestem w stanie zrobic, ważne pisma czekają, a są to terminowe... Niby tak niedużo mi zostało, a nie jestem w stanie. Wiem, że do głosu doszło tez potworne przemęczenie, no i stresy, ale uważam, że bakterie w głowie też mają w tym sój udział...
Jak się ogarnę i zakończę terminowe sprawy, czyli mniej więcej za miesiąc, to pomyślę o ziołach albo o pozbyciu się KKI plazmaferezą...
Muszę nabyć jakiś żeń- szeń i dobry magnez. Wczoraj zrobiłam sobie B12 w tyłek; w zasadzie nic nie poczułam, żadnego bólu.
O tym, jak powoli tracę pamięć, możliwość przyswajania nowej wiedzy oraz możliwość pracy twórczej i o tym, co może zaoferować służba zdrowia takim właśnie osobom... Czyli pamiętnik hipochondryczki...
niedziela, 16 czerwca 2013
piątek, 7 czerwca 2013
Kolejne podejście
Dzisiaj jest czwarty dzień na tartriaksonie. Pierwsze trzy to dawka 1 x 4 gr, a teraz będzie już normalnie, czyli 2 gr x 1 dziennie. Mam tego na około miesiąc. Do tego od dzisiaj tinidazol 2 x 1 plus wspomagacze typu Cholamid, esseliv, vit. b comp., biostymina i reihsi z acerolą. Powinnam sobie jeszcze podać B12- ale jakoś zapominam.
Powrót był konieczny, bo znalazłam się na zupełnym dnie. Kwiecień i początek maja ostatecznie chyba muszę zaliczyć do najbardziej udanych- tylu pism nie napisałam w ciągu całego ostatniego roku- i to na pewno. Nie było to na pewno spowodowane tylko i wyłącznie presją czasu- musiało mi się coś odblokować w mózgownicy, bo przecież wcześniej, no i teraz też mam sytuację podbramkową, a mimo to totalna pustka w głowie... Mało tego- w tym czasie byłam pewna, że dałabym radę w tej formie pociągnąć jako tako pracę zawodową i tę pozazawodową też...
Czyli- jest jakaś szansa jeszcze. Tę poprawę wiążę ostatecznie z długotrwałym podawaniem doxy, a na koniec biotrakson, przed pobraniem krwi na KKI. No nic, teraz miesiąc na cefalosporynie, później pewnie przerwa (albo zioła albo filtracja krwi), a jesienią powrót do doxy- mam jej jeszcze chyba na miesiąc.
Do tego bardzo, bardzo potrzebuję odpoczynku. Jestem totalnie zjechana, wycieńczona. Niestety, praca wymaga aktywności, a do tego sprawy w sądzie... Jest jednak nadzieja, że przynajmniej sprawy sądowe zakończą się w tym roku- przynajmniej na etapie I instancji... Oby mnie nie zeżarł stres, jeśli nie będą po mojej myśli...
Zioła kombinuję na uaktywnienie systemu sprzątania KKI. Muszę najpierw rozgryźć ten system, żeby zobaczyć, co może szwankować. Ha, ale na to ani siły, ani czasu nie mam...
Jest jeszcze opcja oczyszczania krwi z KKI, ale kto by mi tam dał na to skierowanie....
Igła w porcie jakoś mi już w zasadzie w ogóle nie przeszkadza nawet we śnie. Mam z nią problem, bo widać ją spod koszulki czy bluzeczki. A tu takie lato się szykuje... Miesiąc jakoś dam radę :)
Pierwszy raz stosuję do rozpuszczania leku igłę 18 :) No takiej grubej to jeszcze nie miałam :)
Na razie leci ze strzykawki- 20 ml wody do wstrzykiwań. Po niedzieli może uda mi się ściągnąć 100 ml soli, to sobie wtedy podam w kroplówce. Sama nie wiem, który sposób jest lepszy- chodzi o ewentualne kamloty w pęcherzyku.
1/3 trittico na noc i czasami do tego 1/2 afobamu- to standardzik do pozostałych leków. Wyjątkowo przy jakichś ekstremalnych stresach lub sytuacjach podbramkowych albo kiedy czuję, że poziom leku zaczyna mnie paraliżować, no to biorę 25 mg lub nawet 50 mg Afobamu z rana. Tak będzie po 18 czerwca, przez kilka dni co najmniej...
Powrót był konieczny, bo znalazłam się na zupełnym dnie. Kwiecień i początek maja ostatecznie chyba muszę zaliczyć do najbardziej udanych- tylu pism nie napisałam w ciągu całego ostatniego roku- i to na pewno. Nie było to na pewno spowodowane tylko i wyłącznie presją czasu- musiało mi się coś odblokować w mózgownicy, bo przecież wcześniej, no i teraz też mam sytuację podbramkową, a mimo to totalna pustka w głowie... Mało tego- w tym czasie byłam pewna, że dałabym radę w tej formie pociągnąć jako tako pracę zawodową i tę pozazawodową też...
Czyli- jest jakaś szansa jeszcze. Tę poprawę wiążę ostatecznie z długotrwałym podawaniem doxy, a na koniec biotrakson, przed pobraniem krwi na KKI. No nic, teraz miesiąc na cefalosporynie, później pewnie przerwa (albo zioła albo filtracja krwi), a jesienią powrót do doxy- mam jej jeszcze chyba na miesiąc.
Do tego bardzo, bardzo potrzebuję odpoczynku. Jestem totalnie zjechana, wycieńczona. Niestety, praca wymaga aktywności, a do tego sprawy w sądzie... Jest jednak nadzieja, że przynajmniej sprawy sądowe zakończą się w tym roku- przynajmniej na etapie I instancji... Oby mnie nie zeżarł stres, jeśli nie będą po mojej myśli...
Zioła kombinuję na uaktywnienie systemu sprzątania KKI. Muszę najpierw rozgryźć ten system, żeby zobaczyć, co może szwankować. Ha, ale na to ani siły, ani czasu nie mam...
Jest jeszcze opcja oczyszczania krwi z KKI, ale kto by mi tam dał na to skierowanie....
Igła w porcie jakoś mi już w zasadzie w ogóle nie przeszkadza nawet we śnie. Mam z nią problem, bo widać ją spod koszulki czy bluzeczki. A tu takie lato się szykuje... Miesiąc jakoś dam radę :)
Pierwszy raz stosuję do rozpuszczania leku igłę 18 :) No takiej grubej to jeszcze nie miałam :)
Na razie leci ze strzykawki- 20 ml wody do wstrzykiwań. Po niedzieli może uda mi się ściągnąć 100 ml soli, to sobie wtedy podam w kroplówce. Sama nie wiem, który sposób jest lepszy- chodzi o ewentualne kamloty w pęcherzyku.
1/3 trittico na noc i czasami do tego 1/2 afobamu- to standardzik do pozostałych leków. Wyjątkowo przy jakichś ekstremalnych stresach lub sytuacjach podbramkowych albo kiedy czuję, że poziom leku zaczyna mnie paraliżować, no to biorę 25 mg lub nawet 50 mg Afobamu z rana. Tak będzie po 18 czerwca, przez kilka dni co najmniej...
wtorek, 30 kwietnia 2013
Chwilowo passsssss
Oprócz Trittico i w razie potrzeby Afobam (ew. hydroxyzynka na noc) nie biorę nic.
Eksperymenty z Medikinetem muszą poczekać.
Na pewno Afobam ratował mi ostatnio zycie- nerwy w sądach mnie nie pożarły, a w kolejne dni jakoś wyjątkowo nie powaliły. Ewidentnie sama tego bym nie dokonała.
heh, antydepresanty niech sobie poczekają w kolejce. Może kiedyś do nich wrócę.
Pasowałoby mi przepłukać port, ale mi się nie chce.
Dobrze, że wiosna taka byle jaka na razie, to za wiele nie żałuję. Marzy mi się jednak taki tydzień w łóżku, bez nikogo, niczego. Tylko spać, leżeć i odpoczywać...
Niewykonalne przynajmniej do wyjazdy dziecia na obóz latem.
Eksperymenty z Medikinetem muszą poczekać.
Na pewno Afobam ratował mi ostatnio zycie- nerwy w sądach mnie nie pożarły, a w kolejne dni jakoś wyjątkowo nie powaliły. Ewidentnie sama tego bym nie dokonała.
heh, antydepresanty niech sobie poczekają w kolejce. Może kiedyś do nich wrócę.
Pasowałoby mi przepłukać port, ale mi się nie chce.
Dobrze, że wiosna taka byle jaka na razie, to za wiele nie żałuję. Marzy mi się jednak taki tydzień w łóżku, bez nikogo, niczego. Tylko spać, leżeć i odpoczywać...
Niewykonalne przynajmniej do wyjazdy dziecia na obóz latem.
piątek, 12 kwietnia 2013
Pierwsze koty za płoty
... a pierwsza tabletka poszła do kibla. Dosłownie.
Do śniadania wzięłam, zgodnie z zaleceniem lekarza, 1 tabletkę 5 mg Medikinetu. Plus nieszkodliwe typu Omega 3 czy Esselive. Śniadanie to dwa tosty z żółtym serem plus keczup- nic nadzwyczajnego czy nowego, wielokrotnie przetestowane.
Jakieś dwie- trzy godziny później potworne bóle głowy, takie migrenowe, nad lewym oczodołem, na czole. Do tego dziwne bóle brzucha i nudności... Ostatecznie nudności przeszły w wymioty i wyleciało trochę tostów... Głowa napierniczała dalej, musiałam wziąć Paracetamol w czopkach. Zaległam w łóżku, kompletnie odleciałam na jakieś 2 godziny. Wstałam w nieco lepszym stanie; później znowu wrócił potworny ból głowy- w tym samym miejscu. Ciśnienie miałam w normie, więc to nie od niego.
Za oknem deszcz, trochę wieje. Trochę czuję się nieswojo po wczorajszym przewianiu w pociągu.
Dlatego nie wiem, co od czego. Wiem na pewno, że do końca kwietnia, ze względu na ważne sprawy do załatwienia (pisma!Eh!), nici z dalszego eksperymentowania z Medikinetem. Ten ból głowy jest potworny; nie ma tego objawu jednak w ulotce, więc się marnie pocieszam, że to może z pogody? Hm..?
Niech to jasna cholera weźmie.
Do śniadania wzięłam, zgodnie z zaleceniem lekarza, 1 tabletkę 5 mg Medikinetu. Plus nieszkodliwe typu Omega 3 czy Esselive. Śniadanie to dwa tosty z żółtym serem plus keczup- nic nadzwyczajnego czy nowego, wielokrotnie przetestowane.
Jakieś dwie- trzy godziny później potworne bóle głowy, takie migrenowe, nad lewym oczodołem, na czole. Do tego dziwne bóle brzucha i nudności... Ostatecznie nudności przeszły w wymioty i wyleciało trochę tostów... Głowa napierniczała dalej, musiałam wziąć Paracetamol w czopkach. Zaległam w łóżku, kompletnie odleciałam na jakieś 2 godziny. Wstałam w nieco lepszym stanie; później znowu wrócił potworny ból głowy- w tym samym miejscu. Ciśnienie miałam w normie, więc to nie od niego.
Za oknem deszcz, trochę wieje. Trochę czuję się nieswojo po wczorajszym przewianiu w pociągu.
Dlatego nie wiem, co od czego. Wiem na pewno, że do końca kwietnia, ze względu na ważne sprawy do załatwienia (pisma!Eh!), nici z dalszego eksperymentowania z Medikinetem. Ten ból głowy jest potworny; nie ma tego objawu jednak w ulotce, więc się marnie pocieszam, że to może z pogody? Hm..?
Niech to jasna cholera weźmie.
środa, 10 kwietnia 2013
DUM, standaryzacja i przydatność testów
W końcu zebrałam się i wysłałam fax do neuropsycholożki, która mnie oceniała, z prośbą o wykonanie kopii protokołu badania psychologicznego, czyli tego wszystkiego, na jakiej podstawie wydała taką a nie inną opinię- a z kolei na jej opinii swoją podała też lekarz wypisująca mnie z oddziału.
No i przeżyłam szok totalny, gdy kobieta oddzwoniła do mnie informując, że nie może mi wydać kopii tej dokumentacji!
Bo? Bo zabrania jej tego kodeks etyki zawodowej, obowiązuje tajemnica zawodowa i jeszcze jakieś tam inne bzdury tak totalne, że stwierdziłam, iż pani jest tak bardzo przekonana, że nie myślę samodzielnie, że szkoda słów!
Problem polega faktycznie na tym, że ten protokół nie wchodzi w skład dokumentacji medycznej i jako taki, na podstawie odp. ustawy nie może być przez szpitalne archiwum udostępniany- bo go tam po prostu nie ma! Tam jest tylko opinia psychologa, ale nie ma nic o tym, na jakiej podstawie ją wydał.
Za to pani -ponoć chętnie- pogada z moim neuropsychologiem- telefonicznie na temat tego, jakież to tajemne badania i testy przeprowadziła.... Żal...
Weszłam w polemikę, dotyczącą tego, że nie wykonała żadnego testu na uszkodzenia organiczne, a wykluczyła je. No to nasłuchałam się o tym, jakoby testy DUM to prehistoria i już się tego nie robi (!!!), a poza tym to przecież wiadomo, że testy raz wychodzą, raz nie. Zarzuciłam, że większość z tych testów nie jest wystandaryzowana- odpowiedziała, że przecież żadne (!!!) nie są!
Oczywiście ciągle przerywała, nie dopuszczała mnie do głosu. A mnie przecież nie chodziło o podważenie jej kompetencji, tylko zapoznanie się z wynikami i testami, które u mnie przeprowadziła! jak może się zakrywać tajemnicą zawodową, jeśli sprawa dotyczy bezpośrednio mnie??
Oczywiście "pamiętała" o tym, iż przecież lekarze mi rozpoznali Alzheimera, którego nie miałam- no bo nikt nie jest tak kompetentny, jak ona! Dopiero po zakończeniu rozmowy doszło do mnie, że kobieta nie odróżnia otępienia Alzheimerowskiego od początkowego stadium choroby Alzheimera...
W którymś momencie powiedziałam, że mam jako takie pojęcie o testach neuropsychologicznych, bo jestem kierownikiem grantu na temat zaburzeń poznawczych u osób z boreliozą późną. Hahaha! Stwierdziła, że przecież pamięta to. Czyli, że mówiłam jej o tym. Co uczyniło ją w moich oczach już ostatecznie jako osobę choćby w niewielkim procencie nie zasługującą na wiarygodność, bo ja- na 100%- absolutnie nie wspomniałam o tym projekcie! Owszem, wspomniałam jedynie, że chorowałam na boreliozę...
Pani dr AB polecam lekturę- wiedzy nigdy dość:
Zastosowanie wybranych technik diagnostycznych w psychologicznej praktyce klinicznej i sądowej pod redakcją Jana M. Stanika Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego 2006
Heh, moja "stara" neuropsycholog jest biegłym sądowym przy naszym sądzie okręgowym.
I nadal korzysta z testów do DUM.
Mam Medikinet- wykupiony :)
W piątek będę miała okazję przekonać się, czy działa...
piątek, 5 kwietnia 2013
Nie daję rady
Za kilkanaście dni- dwie sprawy, z czego jedna podbramkowa, bo powinna być ostatnia. A ja od prawie roku piszę pismo, z wnioskami dowodowymi, i do tej pory nic z tego nie wyszło.
Z niczym sobie nie radzę. Mam głupie myśli.
Egzaminy po gimnazjum, plus dwie sprawy (trzecia na razie, do połowy kwietnia, leży spokojnie), plus przeprowadzka w pracy, plus praca. Wszystko razem, skumulowane. Zamiast odpytywać, pomóc w przygotowaniu, znaleźć czas na rozmowy o tym, co dalej, to ja, kurwa, resztki mego mózgu muszę angażować w jakieś beznadziejne, bezproduktywne siedzenie przed komputerem- w beznadziejnie głupiej nadziei, że teraz, dzisiaj, o tej godzinie, do południa/ wieczora uda mi się cokolwiek napisać.
Termin do lekarki, która może wypisać różową receptę (na Medikinet) dopiero pod koniec czerwca. Zdobyłam na szczęście chyba jej numer- jest na liście biegłych sądowych. I dowiedziałam się, że przyjmuje w poniedziałki, w jednej z przychodni, na NFZ. Idę więc tam- i niech się dzieje, co chce.
Chyba pozostaną mi eksperymenty z amfetaminą.
Nawet nie mam zielonego pojęcia, gdzie tego szukać, za ile!!!
Wyniki od prof. Ząbka potwierdzają, że mam problem z KKI... W IgG... ELISA ujemna, ale Western blot- dodatni.
W IgM tylko p.41
To samo mi wyszlo w Zabrzu.
Z niczym sobie nie radzę. Mam głupie myśli.
Egzaminy po gimnazjum, plus dwie sprawy (trzecia na razie, do połowy kwietnia, leży spokojnie), plus przeprowadzka w pracy, plus praca. Wszystko razem, skumulowane. Zamiast odpytywać, pomóc w przygotowaniu, znaleźć czas na rozmowy o tym, co dalej, to ja, kurwa, resztki mego mózgu muszę angażować w jakieś beznadziejne, bezproduktywne siedzenie przed komputerem- w beznadziejnie głupiej nadziei, że teraz, dzisiaj, o tej godzinie, do południa/ wieczora uda mi się cokolwiek napisać.
Termin do lekarki, która może wypisać różową receptę (na Medikinet) dopiero pod koniec czerwca. Zdobyłam na szczęście chyba jej numer- jest na liście biegłych sądowych. I dowiedziałam się, że przyjmuje w poniedziałki, w jednej z przychodni, na NFZ. Idę więc tam- i niech się dzieje, co chce.
Chyba pozostaną mi eksperymenty z amfetaminą.
Nawet nie mam zielonego pojęcia, gdzie tego szukać, za ile!!!
Wyniki od prof. Ząbka potwierdzają, że mam problem z KKI... W IgG... ELISA ujemna, ale Western blot- dodatni.
W IgM tylko p.41
To samo mi wyszlo w Zabrzu.
czwartek, 21 marca 2013
Bez leków- jaśniej?
Jakbym nieco więcej mogła. Niby lepiej mi się myśli. Niby mam nieco więcej siły.
Czy to odbicie po skutkach warszawskiej adrenaliny? No że spokoju mam wreszcie trochę- mniej zdecydowanie w pracy nagłych, terminowych zadań, żadnych pism z sądu, ułożyłam się i uporządkowałam myśli po pobycie w Warszawie...?
A może dodatek leków od świrologa? Co prawda, na razie tylko Biotropil, ale może jednak ma na mnie jakieś tam znaczenie? Neurolodzy wcześniej twierdzili, że to placebo, że nie działa w moim przypadku, bo to dotyczy ponoć tylko osób po wylewie, gdzie nie funkcjonuje tylko ograniczony obszar, no a u mnie to jest rozlane, spory obszar, w dodatku z jakimś tam przepływem, bo mam po prostu zajęte mikronaczynia.
W razie potrzeby mam brać Afobam.... Pieruństwo, uzależnia :/ Czyli biorę tylko doraźnie, kiedy mam w planach pracę nad teksami, na komputerze. Ma oszczędzać moje siły, energię- zamiast na ogólne poddenerwowanie (lęk uogólniony), mam je przeznaczać na pracę umysłową. Hm... Poobserwuję i ocenię; na razie trudno powiedzieć.
Na noc tradycyjnie 1/3 Trittico CR, na sen. Chyba nadal wystarcza.
Powinnam jeszcze dołożyć Fluanxol z rana- że niby ma mnie bardziej zaktywizować. Ale ulotka nie zachęca :/ Na razie czeka na inne czasy.
Za kilka tygodni powinnam dołożyć SSRI- Nexpram. No i tu pojawia się problem- leki z tej grupy próbowałam przez ostatnie prawie 4 lata- no może z przerwami na nieszczęsny Wellbutrin. Nie pamiętam, jak to było przed leczeniem, chociaż wydaje mi się, że jednak było gorzej i ciągle postępowało. Stresy to jedno, ale może i leki w tym miały swój udział (zamiast poprawy to działania niepożądane...?). W każdym razie póki co wcale nie śpieszy mi się do nowych leków i kolejnych eksperymentów i jeśli mi się nie pogorszy, to raczej nie będę tego próbować. Być może moje ostatnie "odżycie" to jednak wynik odstawienia SSRI?
Podsumowując moje leczenie świrologiczne- biorę tylko Biotropil na stałe, z rana i w południe. Być może nieco pogorszył mi się sen (śpię krócej), ale nie jest to dla mnie argument za odstawieniem leku. Do tego Afobam doraźnie- z rana i w południe- o ile wtedy próbuję pracować. Heh, ten ostatni post pisałam pod jego wpływem ;) Może faktycznie więc działa?
Lekarz, który ewentualnie mógłby mi przepisać Concertę jest na jakimś wyjeździe i być może jutro będę wiedziała, na czym stoję. Bardzo liczę na ten lek, chociaż mam spore wątpliwości. Uzależnia ponoć, niczego nie leczy tylko działa doraźnie. Ale wypróbować muszę.
Wątpliwości mam, bo pojawił się problem tych moich nieszczęsnych kompleksów immunologicznych :/ Być może to one siedzą sobie w ściankach mikronaczyń w mózgu, uszkadzając śródbłonek, a to z kolei powoduje neurodegenerację. Rola kompleksów jest potwierdzona w neurodegeneracji, a ich obecność jest potwierdzona u mnie. Logika nakazuje wywalić te kompleksy z organizmu i wtedy naczynia zaczną działać prawidłowo. Tylko jest problem- jak na razie nie wiadomo, jak usprawnić proces pozbywania się tych śmieci z organizmu :/ Muszę doczytać w immunologii, czy może mieć to związek z niedoborami limfocytów- mam to od momentu zachorowania, stale...
Powinnam przy tym powtórzyć badania CD57 w Warszawie, no ale na wyjazdy tam mam alergię :/
Do tego biorę:
- Kwasy omega forte
- Colostrum
- Magnez
- na poprawę odporności Reishi z acerolą i Biostyminę
- Witamina E 200 i Esseliv forte- to osłonowo na wątrobę
Nadal jestem zmarzluchem- marznę zwłaszcza nocą. Zdecydowałam się na wymianę kołdry- zamówiłam z wełny owczej.
Czekam na wynik od prof. Ząbka. I w głowę zachodzę, dlaczego miałam takie zaćmienie, że płynu m.-rdz. tam nie dostarczyłam :/
Powinnam poważniej zacząć się przyglądać sprawom o odszkodowanie za błędy lekarskie, ale siła odpychająca jest nie do pokonania. Przynajmniej na teraz. A wiem, że muszę to zrobić. Po prostu- muszę. Może tym samym otworzę drogę dla innych- w takiej samej jak ja sytuacji...
Czy to odbicie po skutkach warszawskiej adrenaliny? No że spokoju mam wreszcie trochę- mniej zdecydowanie w pracy nagłych, terminowych zadań, żadnych pism z sądu, ułożyłam się i uporządkowałam myśli po pobycie w Warszawie...?
A może dodatek leków od świrologa? Co prawda, na razie tylko Biotropil, ale może jednak ma na mnie jakieś tam znaczenie? Neurolodzy wcześniej twierdzili, że to placebo, że nie działa w moim przypadku, bo to dotyczy ponoć tylko osób po wylewie, gdzie nie funkcjonuje tylko ograniczony obszar, no a u mnie to jest rozlane, spory obszar, w dodatku z jakimś tam przepływem, bo mam po prostu zajęte mikronaczynia.
W razie potrzeby mam brać Afobam.... Pieruństwo, uzależnia :/ Czyli biorę tylko doraźnie, kiedy mam w planach pracę nad teksami, na komputerze. Ma oszczędzać moje siły, energię- zamiast na ogólne poddenerwowanie (lęk uogólniony), mam je przeznaczać na pracę umysłową. Hm... Poobserwuję i ocenię; na razie trudno powiedzieć.
Na noc tradycyjnie 1/3 Trittico CR, na sen. Chyba nadal wystarcza.
Powinnam jeszcze dołożyć Fluanxol z rana- że niby ma mnie bardziej zaktywizować. Ale ulotka nie zachęca :/ Na razie czeka na inne czasy.
Za kilka tygodni powinnam dołożyć SSRI- Nexpram. No i tu pojawia się problem- leki z tej grupy próbowałam przez ostatnie prawie 4 lata- no może z przerwami na nieszczęsny Wellbutrin. Nie pamiętam, jak to było przed leczeniem, chociaż wydaje mi się, że jednak było gorzej i ciągle postępowało. Stresy to jedno, ale może i leki w tym miały swój udział (zamiast poprawy to działania niepożądane...?). W każdym razie póki co wcale nie śpieszy mi się do nowych leków i kolejnych eksperymentów i jeśli mi się nie pogorszy, to raczej nie będę tego próbować. Być może moje ostatnie "odżycie" to jednak wynik odstawienia SSRI?
Podsumowując moje leczenie świrologiczne- biorę tylko Biotropil na stałe, z rana i w południe. Być może nieco pogorszył mi się sen (śpię krócej), ale nie jest to dla mnie argument za odstawieniem leku. Do tego Afobam doraźnie- z rana i w południe- o ile wtedy próbuję pracować. Heh, ten ostatni post pisałam pod jego wpływem ;) Może faktycznie więc działa?
Lekarz, który ewentualnie mógłby mi przepisać Concertę jest na jakimś wyjeździe i być może jutro będę wiedziała, na czym stoję. Bardzo liczę na ten lek, chociaż mam spore wątpliwości. Uzależnia ponoć, niczego nie leczy tylko działa doraźnie. Ale wypróbować muszę.
Wątpliwości mam, bo pojawił się problem tych moich nieszczęsnych kompleksów immunologicznych :/ Być może to one siedzą sobie w ściankach mikronaczyń w mózgu, uszkadzając śródbłonek, a to z kolei powoduje neurodegenerację. Rola kompleksów jest potwierdzona w neurodegeneracji, a ich obecność jest potwierdzona u mnie. Logika nakazuje wywalić te kompleksy z organizmu i wtedy naczynia zaczną działać prawidłowo. Tylko jest problem- jak na razie nie wiadomo, jak usprawnić proces pozbywania się tych śmieci z organizmu :/ Muszę doczytać w immunologii, czy może mieć to związek z niedoborami limfocytów- mam to od momentu zachorowania, stale...
Powinnam przy tym powtórzyć badania CD57 w Warszawie, no ale na wyjazdy tam mam alergię :/
Do tego biorę:
- Kwasy omega forte
- Colostrum
- Magnez
- na poprawę odporności Reishi z acerolą i Biostyminę
- Witamina E 200 i Esseliv forte- to osłonowo na wątrobę
Nadal jestem zmarzluchem- marznę zwłaszcza nocą. Zdecydowałam się na wymianę kołdry- zamówiłam z wełny owczej.
Czekam na wynik od prof. Ząbka. I w głowę zachodzę, dlaczego miałam takie zaćmienie, że płynu m.-rdz. tam nie dostarczyłam :/
Powinnam poważniej zacząć się przyglądać sprawom o odszkodowanie za błędy lekarskie, ale siła odpychająca jest nie do pokonania. Przynajmniej na teraz. A wiem, że muszę to zrobić. Po prostu- muszę. Może tym samym otworzę drogę dla innych- w takiej samej jak ja sytuacji...
Subskrybuj:
Posty (Atom)