sobota, 14 września 2013

Koniecznie

No cóż, pora wypróbować inne specyfiki, skoro stare nie dają rady, a i pewnie moje problemy to skutek zmian utrwalonych, a nie stanu zapalnego przewlekłego (nie mam np. wczęsniejszych bólów głowy, a do tego płyn m-rdz jest ok).
Poluję na:

Cytoflavin- ma dobre oceny w publikacjach medycznych. Co prawda tylko z Rosji, a lek produkowany jest własnie tam, no ale nie sądzę, aby Rosja w jakiś szczególny sposób odstawała z badaniami naukowymi tzw. Zachodniej Europy czy USA; jakoś zapatrzeni jesteśmy na zachód, jakby na wschodzie ludzie nad niczym szczególnym nigdy nie pracowali...

http://yadda.icm.edu.pl/yadda/search/page.action?q=sc.general*c_0all_0eq.cytoflavin*l_0&qt=SEARCH

Cerebrolysin- to jest w zasięgu ręki, tylko przeraźliwie drogie (133 zł za 5 amp). Potrzebuję w seriach 20 dni, każda po 10 ml. Czyli jakieś 62 zł na dzień, na serię to będzie ponad 1 200 zł...

http://yadda.icm.edu.pl/yadda/search/page.action?q=sc.general*c_0all_0eq.cerebrolysin*l_0&qt=SEARCH


No cóż, chyba w tym tygodniu odwiedzę wreszcie swojego neurologa.....


niedziela, 25 sierpnia 2013

Po urlopie

W tym roku urlop był zupełnie nieudany- nie dość, że niezbyt udany hotel i "przypadki zdrowotne" syna, to wisiały nade mną niezałatwione sprawy sprzed urlopu- te na cito, te kilkanaście stron i kilka więcej (pisma sądowe). Plus zawiadomienia. Co prawda jeszcze zostały mi całe dwa tygodnie wolnego, ale nie mam już żadnych widoków czy nadziei na to, że zrobię coś więcej. Wracam do pracy, zostawiam ogony sądowe, ministerialne, pracowe, no i dojdą nowe...

Na razie łykam 2000 mg witaminy B12 w innej formie, zapominam niestety, o kwasie foliowym i o 5 HTP. Powinnam tez zrobić wreszcie badanie w kierunku mutacji. Do innego leczenia na razie nie wracam, chociaż powinnam odwiedzić psychiatrę. We wtorek mam kontrolną wizytę w Warszawie w poradni zaburzeń pamięci. Niczego po niej się nie spodziewam- ot, aby był ślad w papierach, bo kto wie, do czego w przyszłości może mi się to przydać...

Na wyjeździe przeczytałam dwie książki, trzeciej nie dałam rady (niedobrana). Wreszcie coś innego od tego, co mam przez okrągły rok. Raz w roku 2 książki do poczytania...

środa, 17 lipca 2013

Po miesiącu

Terminowych spraw nie załatwiłam. tzn. załatwiłam jedną- i do dziś nie wiem, jakim cudem. To był wysiłek ponad moje możliwości i teraz płacę za to- od ponad 2 tygodni nie jestem w stanie zrobić już nic; nawet odpowiedzi na maile muszą poczekać, nawet ważny telefon do wykonania.

Bardzo, bardzo chcę jednak załatwić pozostałe dwie sprawy- zaledwie dwie na cito. Kilkanaście stron do napisania- jedynie. Plus inna mniejszego kalibru, która zresztą aż taka pilan nie jest, ale chciałabym i tę wykreślić przed wyjazdem na urlop- abym mogła się delektować spokojem i naprawdę wypocząć.

Od paru dni obiecuję sobie powrót do leku dla ADHDowców, ale... zapominam o nim z rana, a później nie ma sensu, bo bezsenność ponoć wywołuje :/


Od ponad dwóch lat jestem w totalnej zapaści i nie widzę żadnych szans na polepszenie sytuacji; oby to szaleństwo zatrzymać, oby się udało, bo czarna przyszłość przede mną- i mogę nawet nie być jej świadoma.

niedziela, 16 czerwca 2013

Niech to szlag!

Igły 14-stki są chyba do dupy. Są chyba po prostu za krótkie. Po kilku dniach normalnego działania portu nagle pojawiły się problemy przy podawaniu- bardzo słabo, powoli można było wtłoczyć lek, bez możliwości odciągnięcia zwrotnego, aż do kompletnego braku możliwości podania i uzyskania refluksu. Tak wydarzyło mi się dwa razy i za każdym razem było to przy igle 14...

Szlag by to trafił, ale wobec tego, że nie mam możliwości, aby się bardziej skupić na tym problemie, to trzeciej igły nie zakładałam- zostało mi biotraksonu dosłownie na tydzień, czyli na jedną igłę. Nie wiem, czy przed wakacjami wrócę do tego, czy tylko za miesiąc po prostu przepłuczę port...

Betonowa głowa nadal mi doskwiera- tym razem kompletny beton, dno. Nic nie jestem w stanie zrobic, ważne pisma czekają, a są to terminowe... Niby tak niedużo mi zostało, a nie jestem w stanie. Wiem, że do głosu doszło tez potworne przemęczenie, no i stresy, ale uważam, że bakterie w głowie też mają w tym sój udział...

Jak się ogarnę i zakończę terminowe sprawy, czyli mniej więcej za miesiąc, to pomyślę o ziołach albo o pozbyciu się KKI plazmaferezą...

Muszę nabyć jakiś żeń- szeń i dobry magnez. Wczoraj zrobiłam sobie B12 w tyłek; w zasadzie nic nie poczułam, żadnego bólu.




piątek, 7 czerwca 2013

Kolejne podejście

Dzisiaj jest czwarty dzień na tartriaksonie. Pierwsze trzy to dawka 1 x 4 gr, a teraz będzie już normalnie, czyli 2 gr x 1 dziennie. Mam tego na około miesiąc. Do tego od dzisiaj tinidazol 2 x 1 plus wspomagacze typu Cholamid, esseliv, vit. b comp., biostymina i reihsi z acerolą. Powinnam sobie jeszcze podać B12- ale jakoś zapominam.

Powrót był konieczny, bo znalazłam się na zupełnym dnie. Kwiecień i początek maja ostatecznie chyba muszę zaliczyć do najbardziej udanych- tylu pism nie napisałam w ciągu całego ostatniego roku- i to na pewno. Nie było to na pewno spowodowane tylko i wyłącznie presją czasu- musiało mi się coś odblokować w mózgownicy, bo przecież wcześniej, no i teraz też mam sytuację podbramkową, a mimo to totalna pustka w głowie... Mało tego- w tym czasie byłam pewna, że dałabym radę w tej formie pociągnąć jako tako pracę zawodową i tę pozazawodową też...

Czyli- jest jakaś szansa jeszcze. Tę poprawę wiążę ostatecznie z długotrwałym podawaniem doxy, a na koniec biotrakson, przed pobraniem krwi na KKI. No nic, teraz miesiąc na cefalosporynie, później pewnie przerwa (albo zioła albo filtracja krwi), a jesienią powrót do doxy- mam jej jeszcze chyba na miesiąc.

Do tego bardzo, bardzo potrzebuję odpoczynku. Jestem totalnie zjechana, wycieńczona. Niestety, praca wymaga aktywności, a do tego sprawy w sądzie... Jest jednak nadzieja, że przynajmniej sprawy sądowe zakończą się w tym roku- przynajmniej na etapie I instancji... Oby mnie nie zeżarł stres, jeśli nie będą po mojej myśli...

Zioła kombinuję na uaktywnienie systemu sprzątania KKI. Muszę najpierw rozgryźć ten system, żeby zobaczyć, co może szwankować. Ha, ale na to ani siły, ani czasu nie mam...

Jest jeszcze opcja oczyszczania krwi z KKI, ale kto by mi tam dał na to skierowanie....


Igła w porcie jakoś mi już w zasadzie w ogóle nie przeszkadza nawet we śnie. Mam z nią problem, bo widać ją spod koszulki czy bluzeczki. A tu takie lato się szykuje... Miesiąc jakoś dam radę :)

Pierwszy raz stosuję do rozpuszczania leku igłę 18 :) No takiej grubej to jeszcze nie miałam :)
Na razie leci ze strzykawki- 20 ml wody do wstrzykiwań. Po niedzieli może uda mi się ściągnąć 100 ml soli, to sobie wtedy podam w kroplówce. Sama nie wiem, który sposób jest lepszy- chodzi o ewentualne kamloty w pęcherzyku.


1/3 trittico na noc i czasami do tego 1/2 afobamu- to standardzik do pozostałych leków. Wyjątkowo przy jakichś ekstremalnych stresach lub sytuacjach podbramkowych albo kiedy czuję, że poziom leku zaczyna mnie paraliżować, no to biorę 25 mg lub nawet 50 mg Afobamu z rana. Tak będzie po 18 czerwca, przez kilka dni co najmniej...




wtorek, 30 kwietnia 2013

Chwilowo passsssss

Oprócz Trittico i w razie potrzeby Afobam (ew. hydroxyzynka na noc) nie biorę nic.
Eksperymenty z Medikinetem muszą poczekać.
Na pewno Afobam ratował mi ostatnio zycie- nerwy w sądach mnie nie pożarły, a w kolejne dni jakoś wyjątkowo nie powaliły. Ewidentnie sama tego bym nie dokonała.

heh, antydepresanty niech sobie poczekają w kolejce. Może kiedyś do nich wrócę.

Pasowałoby mi przepłukać port, ale mi się nie chce.

Dobrze, że wiosna taka byle jaka na razie, to za wiele nie żałuję. Marzy mi się jednak taki tydzień w łóżku, bez nikogo, niczego. Tylko spać, leżeć i odpoczywać...

Niewykonalne przynajmniej do wyjazdy dziecia na obóz latem.

piątek, 12 kwietnia 2013

Pierwsze koty za płoty

... a pierwsza tabletka poszła do kibla. Dosłownie.

Do śniadania wzięłam, zgodnie z zaleceniem lekarza, 1 tabletkę 5 mg Medikinetu. Plus nieszkodliwe typu Omega 3 czy Esselive. Śniadanie to dwa tosty z żółtym serem plus keczup- nic nadzwyczajnego czy nowego, wielokrotnie przetestowane.

Jakieś dwie- trzy godziny później potworne bóle głowy, takie migrenowe, nad lewym oczodołem, na czole. Do tego dziwne bóle brzucha i nudności... Ostatecznie nudności przeszły w wymioty i wyleciało trochę tostów... Głowa napierniczała dalej, musiałam wziąć Paracetamol w czopkach. Zaległam w łóżku, kompletnie odleciałam na jakieś 2 godziny. Wstałam w nieco lepszym stanie; później znowu wrócił potworny ból głowy- w tym samym miejscu. Ciśnienie miałam w normie, więc to nie od niego.

Za oknem deszcz, trochę wieje. Trochę czuję się nieswojo po wczorajszym przewianiu w pociągu.

Dlatego nie wiem, co od czego. Wiem na pewno, że do końca kwietnia, ze względu na ważne sprawy do załatwienia (pisma!Eh!), nici z dalszego eksperymentowania z Medikinetem. Ten ból głowy jest potworny; nie ma tego objawu jednak w ulotce, więc się marnie pocieszam, że to może z pogody? Hm..?

Niech to jasna cholera weźmie.